Prostota - zaspokojona za Bogiem tęsknota.
Prostota - zaspokojona za Bogiem tęsknota.Gdybyśmy chociaż na moment poczynili refleksję nad tym naszym postępowaniem i uczciwie odpowiedzieli sobie na pytanie, za czym tak naprawdę się uganiamy, może odkrylibyśmy złożoną głęboko w naszym sercu tęsknotę za Bogiem, której nic, co jest na świecie, nie może zaspokoić.
To tak naprawdę, jak pisał ks. Jan Twardowski, jedyna tęsknota naszego serca. Gdy ją odkryjemy i przez autentyczny, głęboki, osobowy kontakt z Bogiem będziemy dążyć do jej zaspokojenia, osiągniemy to, co uspokoi nasze skołatane serce. Synonimem prostoty jest właśnie spokój, pokój.
Człowiek prostolinijny, szczery ma spokojne serce, bo jak mówi psalmista, nie goni za tym, co wielkie, co przerasta jego siły (por. Ps 131, 1). Nie pożąda rzeczy, które do niego nie należą, które bardziej potrzebne są innym.
Wie, że nie może mieć wszystkiego, wiedzieć wszystkiego, wszędzie być, że nie może wszystkiego, co jest warte na świecie zobaczenia, zobaczyć, wszystkiego dotknąć, spróbować, wszystkiego doświadczyć. Taki człowiek żyje niczym dziecko na rękach swej matki.
Czuje się bezpiecznie. Wie, że Ktoś troszczy się o niego i z pewnością zatroszczy się o to, by niczego, co potrzebne mu do życia, nie zabrakło.
Prawdą jest też, że życie ludzkie jest proste. Rządzą nim proste zasady: prawo Boże, które może je uczynić najbardziej ludzkim i wynieść na wyżyny świętości, wypisane jest w głębi naszego serca – trzeba tylko je odkryć i chcieć nim żyć.
Żyje w prostocie i spokoju ten, kto zrozumie, że nie jest właścicielem świata ani czasu, ani życia. Jest to dar, z którego wykorzystania człowiek będzie musiał zdać rachunek. Jak uczy katolicka nauka społeczna, winniśmy się dzielić tym, czego mamy w nadmiarze, z tymi, którzy tego nie mają. Nie możemy pozwolić, by to się zmarnowało, bo w ten sposób pozbawilibyśmy dóbr tych, którzy ich potrzebują. W ten sposób biedni staliby się biedniejsi, a głodni – bardziej spragnieni pokarmu.
Satyryk Stanisław Jerzy Lec w słowach: „Chleb, który się marnuje na naszej planecie, mógłby wyżywić cały świat, a woda, która cieknie bezużytecznie z naszych kranów, mogłaby ugasić pragnienie całej ludzkości” podkreśla znaczenie prostych, codziennych działań, czynności, z których tak naprawdę składa się nasze życie, i ich wpływ na cały świat, na to, jaki ten świat wokół nas będzie.
To od nas, od naszych codziennych wyborów zależy, czy będzie to świat bardziej ludzki, czy zapanuje w nim cywilizacja miłości, czy wprost przeciwnie – będzie nim rządziło prawo silniejszego, prawo dżungli.
W dżungli każdy chce mieć wszystko na już, chce zaspokoić wszelkie pojawiające się pragnienie. Nikt nie wie, że czasem trzeba zaczekać, dać czas, dać drugą szansę. To nie prawo dżungli, ale prawo miłości, która nie niszczy, buduje, tworzy, pozwala wzrastać. Ten, kto nie umie czekać – jak pisał w jednym z wierszy ks. Jan Twardowski – nie powinien nawet się modlić.
Kto się kiedykolwiek gorliwie, prawdziwie modlił, prosił o coś Boga, wie, że On nie daje od razu, nie w sposób, który wydaje się nam najlepszy. Czy wobec tego warto się modlić, skoro Bóg wie lepiej? Tak, ale jak podpowiada ks. Jan Twardowski, trzeba przestać z wypiekami na twarzy oczekiwać, że to ma być natychmiast.
Te niewysłuchane prośby, niespełnione marzenia, pragnienia w przyszłości dojrzeją. Dzięki temu będziemy mogli „jedną miłość wybrać z wielu miłości, jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą, z zim na łyżwach – tę jedną szczęśliwą, z psów kudłatych – najwierniejsze psisko, z prac doktorskich – jasną nade wszystko” (ks. J. Twardowski, Żeby móc tak nareszcie uprościć). Wtedy życie naprawdę będzie cudowne: niezagmatwane, nieskomplikowane, przewidywalne.
Zranieni grzechem pierworodnym, grzechami osobistymi, grzechami innych, boimy się nie być samowystarczalni. Oczekiwać czegoś od innych czy od Boga, być od kogokolwiek zależnym to dla nas ujma, hańba.
Dzieje się też tak dlatego, że mamy złożony w sobie przez Boga pierwiastek boski, pierwiastek nieśmiertelności, pragnienia wiecznego życia. Śmierć i jakiekolwiek ograniczenia są nam obce, sprzeciwiają się naszej naturze, temu pierwotnemu pragnieniu. Nie potrafimy uwierzyć słowu, które mówi, że do ubogich duchem należy królestwo Boże, że właśnie tacy mają wstęp do nieba.
Wiedzą o tym mistycy, którzy widzą dalej, głębiej, szerzej, mogą wejrzeć poza zasłonę tej dostępnej dla każdego rzeczywistości. Święty Jan od Krzyża w Modlitwie duszy rozmiłowanej podzielił się tym, co poznał o Bogu i o tamtym świecie dzięki wielkiej miłości do Stwórcy, miłości, która stała się dla świętego z Fontiveros sposobem poznania:
„Moje są niebiosa
i moja jest ziemia,
moje są narody,
moi grzesznicy i sprawiedliwi!
Aniołowie są moi,
Matka Boża jest moja,
wszystkie rzeczy są moje
i sam Bóg jest moim i dla mnie,
gdyż Chrystus jest mój
i wszystek dla mnie!”.
Ten, kto tego nie doświadczy, kto nie pozna wielkiej, bezwarunkowej i odwiecznej miłości Boga do swego stworzenia, będzie się uganiał za okruchami, drobinami, które spadają ze stołu Ojca, stołu, do którego również możemy zasiąść, by spokojnie biesiadować z innymi, mając wszystkiego pod dostatkiem.
Jeśli poznamy sekret prostoty, wtedy posiądziemy sztukę dobrego, szczęśliwego życia. Tak o niej pisze współczesna pisarka Katarzyna Enerlich: „Najważniejsza w życiu jest prostota. W niej tkwi całe sedno.
W prostocie znajdziemy i radość życia, i radość jedzenia. W rozumieniu prostych praw wszechświata znajdziemy zrozumienie wszystkich procesów zachodzących wokół nas. Bo im mamy mniej, tym mamy więcej – ten swoisty paradoks jest możliwy dzięki prostocie. Musimy ją tylko zaprosić do naszego życia. W niej znajduje się bowiem źródło prawdziwego szczęścia”.
Słowa te są z pewnością trafnym i dogłębnym podsumowaniem powyższych rozważań, diagnozą najgłębszych pragnień naszego serca, bo przecież w życiu o to chodzi, by być prawdziwie szczęśliwym już tutaj, na ziemi, a kiedyś przez całą wieczność.
Tomasz Kozioł OCD